PSYCHOLOG.USTKA.PL

Forum dyskusyjne
It is currently September 5, 2010, 6:10 am

All times are UTC





Post new topic Reply to topic  [ 8 posts ] 
Author Message
PostPosted: 2003-03-12 19:35:50
Online
Registered User

Joined: 2003-03-12 19:35:50
On Wed, 12 Mar 2003 14:12:57 +0100, tycztom wrote:
>Wiele jestem w stanie zrozumiec i przemilczec, ale publicznej manifestacji
>typu "biedna ze mnie wygodnicka" przemilczec nie potrafie.

Nasmiewaj sie dalej.
Magda N
/////////////////////////////////////////////////////////////////////////// //////
//
                          MOJ BIEGUN
    Polska  ma  wejsc  do Europy. Musi sie do  niej  upodobnic,
dorownac jej, zlikwidowac co bardziej razace roznice. Czy  jest
to  latwe,  czy  tego dokona? - o tym goraco dyskutuja  dzisiaj
napaleni,  ale  i  jednoczesnie  chyba  zasadnie  zaniepokojeni
Polacy. W ferworze dyskusji nad specyfika polityczno-spoleczno-
gospodarczych     warunkow    Polski     powojennej,     Polski
socjalistycznej  pada  okreslenie "polski  biegun".  Biegun  to
najwieksze   oddalenie,  ekstrema  warunkow  i  z  niczym   nie
porownywalna odmiennosc - okreslenie to mowi samo za siebie.
    Jak   ja  pamietam  tamte  czasy?  Nie  widze  bezposrednio
dzisiejszych   przemian,  bo  jestem  od  kraju   daleko.   Czy
kilkanascie  lat  emigracyjnego zycia zatarlo wspomnienia  mego
zycia "na biegunie"? Obawiam sie, ze nie ze wszystkim. Niekiedy
wystarczy  byle blahostka, by tamte realia wrocily z  zapieklym
bolem. Oto przyklad.
    Ktos  sarkastycznie  stwierdza,  ze  dopiero  dzisiaj  jest
stresujaco, by kupic na przyklad jakies buty, wybor towaru jest
tak duzy, ze glowa mala, w sumie kupic trudniej. Za komuny bylo
zabawniej,   czlowiek  byle  jakie  buciska  musial  wychodzic,
wystac,  wyciagnac spod lady. Satysfakcja byla  i  byla  pelnia
szczescia. Byc moze, ja to pamietam inaczej.
    Pamietam,  ze  pod  koniec  lat siedemdziesiatych  kupienie
czegos    z   przyodziewku   stalo   sie   wymodzonym,   niemal
snobistycznym zbytkiem. Kazdy "przecietniak" dreptal bez  konca
od kolejki do kolejki w tym, co mial - za zarciem polowal! Byla
to  jak walka w dzikim buszu - by przetrwac, by cos zjesc i moc
sie  umyc,  i  za przeproszeniem, czym tylek podetrzec.  Polski
biegun,  poznosocjalistyczna paranoja.  Wyjechalam  z  kraju  w
lecie  81  roku,  zdazylam sie jednak  napatrzec  i  nadreptac.
Swojego    doswiadczylam,   poznalam    na    wlasnej    skorze
dobrodziejstwa  systemu spolecznej rownosci i  sprawiedliwosci.
Tamta rzeczywistosc, polskie realia - socjalistyczny biegun.
    A  moje dziecinstwo? Lata piecdziesiate - wyz demograficzny
-  "dzieci chluba i przyszloscia narodu!" Psia ich mac.  Ojciec
kolejarz,  matka  krawcowa - samouk, bez  koniecznego  papierka
dorabiajaca szyciem w ukryciu, w ciaglym strachu przed donosami
zyczliwych  sasiadow, powodujacych lotne rewizje inspektorow  z
PIHu,  czy czegos tam. "Panowie z teczka" przysalajacy  wysokie
grzywny   i   grozacy  aresztem  matce  trojga  dzieciakow   za
nielegalne dochody. Jakby tych legalnych, kolejarskich dochodow
mialo  wystarczyc  na  przecietne, ale chocby  poprawne  zycie?
Nigdy nie starczalo! Bida z nedza i poniewierka.
    Piecioosobowa  rodzina  gniezdzaca  sie  przez  osiemnascie
beznadziejnie  dlugich  lat  w  jednopokojowym  mieszkaniu,   w
przegnilym  murowancu na obrzezach Warszawy. Pokoj bez  okna  i
pod  tarasem sasiada, z ktorego to nie odgarniety snieg sciekal
lodowata  struga  wprost  na malzenski  tapczan.  Starszy  brat
sypial na polowce w przedpokoju, ja w kuchni, a mlodszy brat  w
"sypialni"  przy  rodzicach, bo chociaz  tam  bylo  cieplej  od
kaflowego pieca, jesli oczywiscie udalo sie znalezc miejsce pod
sufitem,  gdzie  akurat nie kapalo. Za to w malenkiej  metr  na
metr ubikacji grzyb wilgoci byl tak zasiedzialy i rozlazly,  ze
zapalales  swiatlo, a pajak pradu szedl blyskawica po scianach.
Na wlasnym kiblu czules sie jak na krzesle elektrycznym. Ustroj
rownosci i dostatku, niech to szlag.
    Glodu  nie  bylo?!  Na pewno byli tacy,  co  nigdy  go  nie
zaznali,   nam,   wciaz   wyglodzonym  dzieciakom,   przebiegle
zapychano  zbuntowane  zoladki  kartoflanka,  kluchami  i  tzw.
kanapka  z  chlebem. Chleb skropiony mlekiem i  grubo  posypany
cukrem,  poznaliscie ten dzieciecy rarytas?  Obiad  trzydaniowy
tylko  w  niedziele, na co dzien zupa znow popychana pieczywem,
szynka  od  swieta  lub tylko dla ojca wracajacego  z  ciezkiej
kolejarskiej  sluzby.  Dzieciaki  odganiane  od  stolu  podczas
ojcowskiej  kolacji, by spracowany ojciec nie  wyczytal  w  ich
oczach  nieposkromionego lakomstwa na  widok  lepszej  wedliny.
Pamietam  jak raz klientka Mamy, nieprzyzwoicie nadziana  forsa
badylara,  poczestowala mnie bananem, byc moze z dobrego  serca
albo,  tez  byc moze, by przetestowac "dzikiego dzieciaka"  jak
malpe.  A  ja  naprawde nie wiedzialam jak sie  do  tego  owocu
zabrac,  a  taka  malpa wie. Podziekowalam wiec  za  egzotyczny
przysmak,  wymawiajac  sie jeszcze hardo  brakiem  apetytu.  Na
dobra  sprawe smak banana przyszlo mi poznac dopiero wiele  lat
pozniej, w zadluzonych latach Dobrego Wuja Gierka.
    Za  to  szkoly nam dali darmowe i po rownosci. Piec punktow
mi  dorzucili  przy egzaminie na studia. Punkty za  pochodzenie
robotnicze,  tak  to sie nazywalo z proletariacka  nomenklatura
zgodnie.  Nalezaly  mi sie, a jakze. Nikomu sie  nie  nalezaly,
oczywiscie, ale dawali, to wzielam, tak sie reagowalo w tamtych
czasach. Chociaz i bez tych dodatkowych punktow by sie obeszlo,
i  tak  zdalam  egzamin najlepiej ze wszystkich. Widac  prosta,
uboga  strawa, strawa w sensie doslownym, wybierana z dna  gara
zwykla  warzachwia pobudza intelekt i hartuje ducha. Wymadrzyli
to zapewne nieomylni teoretycy socjalizmu i, jak widac, wkuwali
w  czyn.  Za  to  juz  we  wrzesniu z  tzw.  listy  rektorskiej
dokooptowano na wydzial jeszcze drugie tyle kandydatow.  Takich
poza konkursem. Czym oni sie "zasluzyli", nikt jakos nigdy  nie
dociekal.   A   mnie,  jako  tej  "robotniczej",   a   lebskiej
zaproponowano jeszcze studia na Kubie. W nagrode -  podkreslali
-  bezczelnosc! Modna byla w tych latach taka wymiana  zdolnego
narybku  miedzy  bratnimi narodami. Pan Bog mnie  uchronil,  ze
jeszcze nie bylam wtedy skazona emigracyjnym bakcylem. W  kraju
chcialam  zyc  i  dla  kraju  pracowac,  tak  mi  patriotycznie
nakladli  do glowy, wiec sie na te ich "miedzynarodowe"  studia
wypielam.
    Zycie  dojrzale z dyplomem w kieszeni. Maz tez dyplomowany,
a  co tam. Wycieranie katow w wynajetym na czarno, w czarnym od
prusakow  warszawskim mieszkaniu. Musialam  isc  do  pracy,  by
zostawic  polrocznego  Michalka pod  opieka  zatrudnianej  znow
nielegalnie opiekunki (zlobek sie nie nalezal, srednia zarobkow
rodzicow byla za wysoka), by oplacic wynajmowany kat.  Tyle  ze
tej   pensji   na   mieszkanie  i  opiekunke   oczywiscie   nie
wystarczalo.   Kolejny   polski  paradoks   -   dwoje   mlodych
dyplomowanych ludzi, pracujacych w swoim zawodzie, a jeszcze do
tego  prawdziwych w swej profesji pasjonatow,  i  znow  zyciowe
miernactwo,   poniewierka,  zonglerka  drobnymi   lapowkami   i
upokarzajaca  prowizorka. Socjalistyczny paradoks, paradoksalny
biegun. Moj biegun.
    I   za   czym   przyszlo  mi  potem   przez   dlugie   lata
emigracyjnego zycia tak nostalgicznie biadolic, jeczec? Za czym
bylo  tesknic,  czego zalowac, a jednak. Przez trzydziesci  lat
mego zycia zylam na biegunie - to bardzo trafne okreslenie  dla
tamtejszej polskiej rzeczywistosci. Spadasz nagle z bieguna  na
rownik,  nic  dziwnego, ze ci cholernie dziwnie i  obco.  Potem
powoli  sie  ogrzewasz obcym sloncem i jest latwiej.  Pamietasz
jednak swoj biegun, bo za sprawa wlasnie jego przygwazdzajacego
mrozu i wrecz pancernie uzbrojonej, tak twardej i niewzruszonej
jego  lodowej  tafli,  zmieniles  szerokosc  geograficzna,   by
zaczynac  wszystko  od  poczatku. I ta swiadomosc  przeszkadza,
jatrzy. Bo pamietasz, przynajmniej ja pamietam. I zle, i  dobre
pamietam.  Na  moje  szczescie  dobre  pamieta  sie  zywiej   i
dluzej...
    wciaz nostalgicznie, do cholery?!;-)
Magdalena Nawrocka
www.geocities.com/magdanawrocka
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.sci.psychologia






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-03-12 21:02:24
Online
Registered User

Joined: 2003-03-12 21:02:24
Magdalena Nawrocka wrote:
>> Wiele jestem w stanie zrozumiec i przemilczec, ale publicznej
>> manifestacji typu "biedna ze mnie wygodnicka" przemilczec nie potrafie.
> Nasmiewaj sie dalej.

Tu sie nie ma z czego nasmiewac... tu trzeba plakac!
A teraz bez sarkazmu: Madzia, wszyscy/wiekszosc/ to przezylismy... (myslisz,
ze ja mialem latwe zycie.. - to o czym opowiadasz to 'sielanka' w porownaniu
do tego co ja musialem strawic...). Bylo minelo. Oczywiscie nie mam nic do
wspomnien.. - "szanujmy wspomnienia, nauczmy sie je cenic" (jak to bylo,
pamietasz? Rosiewicz? To Twoje pokolenie..). Ale co do Twojego
'francuskiego' manifestu, to kanapka mi z reki wypadla. O czym Ty chcesz nam
napisac? O tym, ze nawet 'pluca' nalogowego palacza czyszcza sie po 20
latach? I tak P. Nawrocka oczyscila sie z 'polszkiego pochodzenia'...? O
tym, ze nawet marzysz po francusku? Kazdy o czyms marzy... - OK, ale trzymaj
sie czegos... czegos konkretnego (wyczuwalnego - jak puls) - mina 2h i
napiszesz, ze tesknota za 'polszka' Ciebie pozera...
"Z uczuciem ulgi  i zadowoleniem obrastasz w piorka demokracji"? OK, to
obrastaj. Twoj wybor. "Wygodna sie zrobilas" - OK, o to chyba chodzilo,
prawda? "Rozumujesz, konsumujesz, kalkulujesz zdecydowanie po francusku"?
OK. Tylko odpowiedz mi na jedno pytanie: Co to za manifest przed tym
'tyczynskim' plebsem? Co to Madzia jest? Chcesz wzbudzic moja litosc
manifestujac mi swoje 'demokratyczne wygodnictwo'...? A moze ja niczego nie
zrozumialem.. - ale chetnie poslucham i sie naucze. A skoro juz tak
utozsamiasz sie z ta 'polszka', to na pewno slyszalas o ponizszym:
""Francja szantazuje Polske", a Chirac to "wulgarny i brutalny zbir" -
amerykanskie echa ataku prezydenta Francji na Polske i inne kraje
kandydujace do UE."
A moze Twoj problem, to nie Twoj problem, moze wam tam sie w 'glowkach'
pokrecilo z tego dobrobyty, cio Madziu?
Rok '80', to 20 lat temu - jak sama twierdzisz 'przesiaklas' juz
"francu_obczyzna" - po co, zatem, dalej sie w tym babrac...?
Czy zdajesz sobie sprawe jak wielka krzywde wyrzadzilas mi tekstem
"EMIGRACYJNYM SZLAKIEM"? (szczegolnie w koncowce).
Co do "MOJ BIEGUN", to powolujac sie na powyzszy cytat z Chirac'iem powiem:
Problem Polakow z wejsciem do Unii zostaw Polakom... Kiedy ostatni raz
widzialas ten kraj? (pomijajac TV i prasowa propagande). Poza tym, piszac na
Grupe, miej na uwadze to, ze czytaja ja ludzie w roznym wieku. Tekst "MOJ
BIEGUN", to takie nie robiace na nas 'tyczynskich' wrazenia
usprawiedliwienie... Z tego co pamietam, to Grudzinski powiedzial "czlowiek
jest ludzki w ludzkich warunkach" - ale mysmy wszyscy z 'tych' warunkow...
my sie tutaj 'uchowalismy', tylko, ze MY 'tyczynscy' zostalismy, Ty (powiem
w jezuku kotry pamietasz) Obywatelko Nawrocka NIE!! ..Nie!! Taka jest
prawda... Wiesz co Madziu, nasze drogi nie musza sie 'rozwidlac' - ale na
Boga pisz cos "ku pokrzepieniu serc" (Mickiewicz przynajmniej robil za
Wieszcza, a Nawrocka? - hyhyhy, ja mam demorkacje, a wy? hyhyhy - no tak,
niezle, jestem pod wielkim wrazeniem) a nie jakies 'francuskie', odrealnione
dla Nas 'tyczynskich' manifesty wypisujesz...
[ciach]
>     I   za   czym   przyszlo  mi  potem   przez   dlugie   lata
> emigracyjnego zycia tak nostalgicznie biadolic, jeczec? Za czym
> bylo  tesknic,  czego zalowac, a jednak. Przez trzydziesci  lat

Jezeli Ty nie znasz odpowiedzi, to ja tutaj nie pomoge...
> mego zycia zylam na biegunie - to bardzo trafne okreslenie  dla
> tamtejszej polskiej rzeczywistosci. Spadasz nagle z bieguna  na
> rownik,  nic  dziwnego, ze ci cholernie dziwnie i  obco.  Potem
> powoli  sie  ogrzewasz obcym sloncem i jest latwiej.  Pamietasz
> jednak swoj biegun, bo za sprawa wlasnie jego przygwazdzajacego
> mrozu i wrecz pancernie uzbrojonej, tak twardej i niewzruszonej
> jego  lodowej  tafli,  zmieniles  szerokosc  geograficzna,   by
> zaczynac  wszystko  od  poczatku. I ta swiadomosc  przeszkadza,
> jatrzy. Bo pamietasz, przynajmniej ja pamietam. I zle, i  dobre
> pamietam.  Na  moje  szczescie  dobre  pamieta  sie  zywiej   i
> dluzej...

Jeszcze raz uwypukle: nie manifestuj nam 'tyczynskim' wyzszosci i dobrobytu
swojego nowego "biegunu".
Nie widze w tym zadnego 'zboznego' celu - po za prowokacja - a to zrobilas
umiejetnie (lub ja nieumiejetnie sie w nia zlapalem, zycie pokaze).
Madziu, ja rozumiem, lepiej niz sie Tobie wydaje, Twoja humanistyczna dusze
(pedagogiczna dusze, i w ogole dusze.. ktora tu na Grupie zostawiasz po
kawalku - dlaczego? Mam podobna...), ale we wszystkim co robisz musi byc
jakas logika, jakis cel, jakies 'cos'.. Tymczasem, czytam te Twoja
korespondencje i robisz dla nas 'tyczynskich' tyle co Kmicic "potopowy" dla
'polszki' - dokladnie tyle samo zlego co i dobrego. Okresl jakos te swoja
'polskosc' - na tyle na ile potrafisz. Skup sie na czyms! Czyms sie pokieruj
w tych "wyobcowanych" zmaganiach...
A poxniej pozwol mi delektowac sie Twoimi Felietonami. Poza tym, zycze Tobie
znalezienia wydawcy ksiazki "Krzywe Zwierciadlo".
(wszystko co napisalem, to tylko moje osobiste zdanie wybacz mi, ja prosty
czlowiek jestem..)
>     wciaz nostalgicznie, do cholery?!;-)

;-))  (zycie, to zlepek paradoksow i wieczna nostalgia [Tomek Tyczynski])
--
Pozdrawiam Serdecznie
Tomek Tyczynski
**
"Przy utrzymaniu obecnego tempa wymiany personelu
  pewnego dnia ludzie beda okazami rownie rzadkimi jak ptaki dodo."






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-03-13 09:07:18
Online
Registered User

Joined: 2003-03-13 09:07:18
On Wed, 12 Mar 2003 21:02:24 +0100, tycztom wrote:
>Magdalena Nawrocka wrote:
>>> Wiele jestem w stanie zrozumiec i przemilczec, ale publicznej
>>> manifestacji typu "biedna ze mnie wygodnicka" przemilczec nie potrafie.
>> Nasmiewaj sie dalej.
>Tu sie nie ma z czego nasmiewac... tu trzeba plakac!

Nie  bierz tego tak powaznie. Troche luzu.
>A teraz bez sarkazmu: Madzia, wszyscy/wiekszosc/ to przezylismy... (myslisz,
>ze ja mialem latwe zycie.. - to o czym opowiadasz to 'sielanka' w porownaniu
>do tego co ja musialem strawic...). Bylo minelo. Oczywiscie nie mam nic do
>wspomnien.. - "szanujmy wspomnienia, nauczmy sie je cenic" (jak to bylo,
>pamietasz? Rosiewicz? To Twoje pokolenie..). Ale co do Twojego
>'francuskiego' manifestu, to kanapka mi z reki wypadla. O czym Ty chcesz nam
>napisac? O tym, ze nawet 'pluca' nalogowego palacza czyszcza sie po 20
>latach? I tak P. Nawrocka oczyscila sie z 'polszkiego pochodzenia'...? O
>tym, ze nawet marzysz po francusku? Kazdy o czyms marzy... - OK, ale trzymaj
>sie czegos... czegos konkretnego (wyczuwalnego - jak puls) - mina 2h i
>napiszesz, ze tesknota za 'polszka' Ciebie pozera...

Wlasciwie to nie wiem, czego po mnie oczekujesz. Ze nie bede mowila, jak bylo
dziadowsko, jak bylo trudno po emigracji i jak nielatwo jest dzisiaj. To zaden
manifest. To zycie! Nie chcesz o nim nic wiedziec, Twoja sprawa.
>""Francja szantazuje Polske", a Chirac to "wulgarny i brutalny zbir" -
>amerykanskie echa ataku prezydenta Francji na Polske i inne kraje
>kandydujace do UE."

Co ja mam do tego?:-0
>A moze Twoj problem, to nie Twoj problem, moze wam tam sie w 'glowkach'
>pokrecilo z tego dobrobyty, cio Madziu?

Ten LATWY DOBROBYT to tylko w glowkach niektorych Polakow, ktorzy nie zdaja sobie
sprawy z ogromnego wysilku, jaki trzeba poniesc, by sie tutaj utrzymac na
powierzchni. Komu sie wiec pokrecilo w glowce to sprawa dyskusyjna. Cudze
chwalicie - cudzego nie znacie.  
>Rok '80', to 20 lat temu - jak sama twierdzisz 'przesiaklas' juz
>"francu_obczyzna" - po co, zatem, dalej sie w tym babrac...?
>Czy zdajesz sobie sprawe jak wielka krzywde wyrzadzilas mi tekstem
>"EMIGRACYJNYM SZLAKIEM"? (szczegolnie w koncowce).

Ta koncowka byla mocno sarkastyczna. Szkoda, ze nie zalapales. Zadna ze mnie
Francuzica - stety lub niestety - czuje sie Polka z krwi i kosci mimo 22 lat
przezytych na obczyznie.
I jeszcze jedno, Tomku. Moj specyficzny udzial na Liscie. Sama wiem, ze jest on
marginesowy, zbedny (?), ale niestety inaczej nie potrafie. Gdy dyskutujecie o
polskich realiach, moge sie jedynie przysluchiwac. Na temat picia Twojej herbatki
nie mam nic ale to nic do powiedzenia. "Wirtualna psychoterapie" uwazam za rzecz
bezskuteczna, a nawet niebezpieczna. Oto kilka slow na ten temat, moze posluza
jako wyjasnienie.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie,
Magda N
/////////////////////////////////////////////////////////////////////////// //////
                   "WIRTUALNA PSYCHOTERAPIA"
    "Powiedz mi,  jaki masz modem, a powiem ci, kim jestes."
     - wymyslone (MN)
    Ktos  poruszyl fajny, lecz i bardzo wazny temat: czy  mozna
udzielac  rad, czy mozna komus pomoc przez Internet?  Bo  niby,
dlaczego  nie?  Sa  kaciki  porad  niemal  w  kazdym  pismidle,
dlaczego wiec takze nie pomagac, nie radzic poprzez Siec?
    Moze  opowiadalam  juz o tym, jak to  kiedys  wdepnelam  na
Liste,  niby w charakterze podobna do naszej "Psychologii",  co
mnie zreszta do niej przyciagnelo, ale gdzie bylo zupelnie, ale
to   zupelnie  inaczej.  Tam,  jak  najdalej  idace  psychiczne
"wybebeszanie"  sie (w deche slowo) bylo nie  tylko  zalozeniem
administratora, ale i formalnie traktowanym wymogiem.  Kto  sie
na  przyklad  przez  piec  tygodni nie  "wybebeszyl",  tego  za
milczaca gebe i fora ze dwora, a jak?!
    Nie  musze  Wam  mowic, jaka tam "balange" zrobilam,  ostro
krytykujac administratora - samozwanczego "wszechmocnego guru",
zmuszajacego  uczestnikow  do  obnazania  sie,  daleko   idacej
szczerosci, najintymniejszych zwierzen, by mogly one stanac  na
forum  i byc "analizowane" przez pretensjonalnych ignorantow  w
zakresie psychologii czy psychiatrii. Nie wiem, czy byli  tacy,
ktorzy  chcac  zostac na Liscie, zmusili sie  do  "aktywnosci",
wiec  osobistych  zwierzen. Wedlug mnie  takie  podejscie  jest
wprost  skandaliczne. Szczerosc moze byc jedynie - musi byc!  -
czyjas naturalna, spontaniczna potrzeba.
    Wlasnie tak jest na Psychologii i miedzy innymi za  to  tak
cenie  i  lubie te Liste. Juz tu na ten temat rozprawialismy  -
ZADNEJ  PSYCHOTERAPII NA ODLEGLOSC PRZEPROWADZIC  SIE  NIE  DA!
Przepraszam,  ze krzycze, ale chce byc uslyszana, gdyz  zgadzam
sie  jak najbardziej w tej kwestii z opinia ostrzegajacych,  ze
"pomagajac"  komus  z  realnym,  powaznym  problemem,   jedynie
wirtualnie,  nie  znajac ni etiologii, ni zlozonego  kontekstu,
mozna niezle namieszac i tylko pogorszyc sprawe.
    Natomiast   mozemy   jak  najbardziej   radzic,   wymieniac
doswiadczenia,  podsuwac  pomysly,  podniesc  na  duchu   osobe
spontanicznie  prezentujaca tu nam  wszystkim  swoj  problem...
Niekiedy  chodzi tylko o to, by byc wysluchanym, by  byl  jakis
odzew,  by uslyszec, ze nie jest sie jakims tam psychologicznym
curiosum,  dewiantem - identyczne problemy jak moj przytrafiaja
sie  rowniez  innym  i tak albo inaczej z danym  problemem  sie
rozprawili, by wyjsc wreszcie na prosta, musze i ja  sprobowac,
jesli  im  sie  udalo, niby dlaczego mnie ma sie  nie  udac?...
Sama,  nie  dla masochistycznej przyjemnosci mowie  otwarcie  i
szczerze  o  swojej  depresji,  chociaz  spotkalam  juz   wielu
krytykujacych  mnie za te otwartosc, nazywajac  ja  niesmacznym
obnazaniem   lub   zyczliwie   ostrzegajacych,   ze   publiczne
przyznanie sie do psychicznej choroby, moze byc uzyte przeciwko
mnie. I bylo.
    Ale  ja  czniam takich dupkow (jak to jednak brzydkie,  ale
wymowne  slowka  wchodza  latwo do  glowy?),  ktorzy  sami  nie
cierpieli,  wiec  nie  potrafia, co tam,  nie  chca  sluchac  o
cierpieniach  innych. Zycie ma byc ladne, latwe,  wesolutkie  i
przyjemne. Ale nie jest! Przynajmniej nie dla wszystkich.  Wiec
jesli   przychodzi  mi  sie  publicznie  "obnazac",  robie   to
calkowicie  swiadomie  i  z przemyslanego  wyboru.  Po  co?  By
wszystkim   zagubionym   w  swoim  zamknietym   i   samotniczym
cierpieniu, powiedziec jasno i wyraznie - nie jestes  unikatem,
przeszlam  przez  to samo, bylo ciezko, ale  sie  wykaraskalam.
Niczego  nie ma w zyciu za darmo. O wszystko trzeba  powalczyc.
Chcesz odnalezc wewnetrzna harmonie, psychiczna rownowage,  nie
skladaj  broni, uwierz, ze wygrana jest mozliwa - jestem  zywym
przykladem! - zapewniam cie, ze wygrasz. Tak widze swoj  wlasny
przekaz i role tej Listy.
Magdalena Nawrocka
www.geocities.com/magdanawrocka
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.sci.psychologia






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-03-13 10:59:52
Online
Registered User

Joined: 2003-03-13 10:59:52
Magdalena Nawrocka wrote:

Madzia! Odpisuj na mojego posta, pod moim postem.
(wlasnie odpisujesz sama sobie - a moja tresc zapewne wkleilas!)
[ciach]
> Nie  bierz tego tak powaznie. Troche luzu.

Luz jest - ale tylko tam gdzie sie da ;)
(nie twierdze, ze Twoje wypowiedzi prowokuja 'napiecia' ;)
[ciahc]
> Wlasciwie to nie wiem, czego po mnie oczekujesz. Ze nie bede mowila, jak
> bylo dziadowsko, jak bylo trudno po emigracji i jak nielatwo jest
> dzisiaj. To zaden manifest. To zycie! Nie chcesz o nim nic wiedziec,
> Twoja sprawa.

Nie rozumiem 'ksztaltu' Twojego stanowiska - malo tego, wielokrotnie,
czytajac Twoja korespondencje, mam wrazenie, ze w ogole nie tam czegos
takiego jak okreslona 'barwa'. Dla mnie jestes jak 'cien' Grupowicza.
Snujesz sie to tu, to tam (moze takie jest Twoj zamiar - nie wiem, bo od
niedawna czytam Grupe, a archiwum, to archiwum - stosuje wylacznie w celach
edukacyjnych a nie inwigilacyjnych). Jedna noga jestes we Francji, druga w
Polsce (ale nie fizycznie... 'metafizycznie'). Nie bede wymadrzal sie na
temat Twojego 'rozszczepienie', powiem tylko tyle: Twoje zycie w przelozeniu
na 'postka' to stek rozbieznosci - razacych mnie. Nie mozna plakac za
'polszkom' i jednoczesnie 'wywyzszac' sie francuszczyzna. Dlaczego? Bo to
'flaki i olejem'. A moze tak ma byc?
Moze to ja nie rozumiem, ze Ty jestes TheBest w swoim oryginalnym
przerysowywaniu uczuc na Grupe?
Moze tak ma byc? Taka 'rozmyta' latami tulaczki Magda... "ani tu, ani tam".
Moze tak ma byc?
(podkreslam nie znam archiwum)
>> ""Francja szantazuje Polske", a Chirac to "wulgarny i brutalny zbir" -
>> amerykanskie echa ataku prezydenta Francji na Polske i inne kraje
>> kandydujace do UE."
> Co ja mam do tego?:-0

Francja, to Ty!
>> A moze Twoj problem, to nie Twoj problem, moze wam tam sie w 'glowkach'
>> pokrecilo z tego dobrobyty, cio Madziu?
> Ten LATWY DOBROBYT to tylko w glowkach niektorych Polakow, ktorzy nie
> zdaja sobie sprawy z ogromnego wysilku, jaki trzeba poniesc, by sie tutaj
> utrzymac na powierzchni. Komu sie wiec pokrecilo w glowce to sprawa
> dyskusyjna. Cudze chwalicie - cudzego nie znacie.

Nie napisalem LATWY (nie wiem jaki on tam byl - ile czasu do tego
dochodzilas). Co do glowek Polakow, to obserwujac Grupe widze, ze jakos
lepiej z ta "okreslonoscia" Polakow niz Francuzow. ;)
Wiesz co? Twoj problem (ten 'balagan' przenoszony na Grupe) polega chyba na
tym (b. prosta teza), ze ty sie 'rozdwoilas'. To juz nawet nie jest problem
(tutaj cialem, tam dusza), jestes jak to drewienko rabane siekierka (palilas
w kuchni weglowaj?). Jestes taki przedziabane drewienko - co to trzeba
jeszcze raz dziabnac, zeby do konca sie rozpadlo. Trzymasz sie na kilku
'drzazgach'... OT Twoja Osoba [wg Tyczynskiego]
>> Rok '80', to 20 lat temu - jak sama twierdzisz 'przesiaklas' juz
>> "francu_obczyzna" - po co, zatem, dalej sie w tym babrac...?
>> Czy zdajesz sobie sprawe jak wielka krzywde wyrzadzilas mi tekstem
>> "EMIGRACYJNYM SZLAKIEM"? (szczegolnie w koncowce).
> Ta koncowka byla mocno sarkastyczna. Szkoda, ze nie zalapales. Zadna ze
> mnie Francuzica - stety lub niestety - czuje sie Polka z krwi i kosci
> mimo 22 lat przezytych na obczyznie.

Taaaak, jasne - alez ja jestem no... Nie wyczulem w tym zadnego sarkazmu.
Jezeli ktos z Szanownych Grupowiczow to wyczul chetnie dowiem sie jakim
'nadzwyczajnym' sposobem.
Nie chowaj sie teraz za plecy sarkazmu!
Cyt. "Chociaz  nie zaluje, ze tak sie stalo... juz nie:-)."
Powyzsze tez jest sarkazm?
> I jeszcze jedno, Tomku. Moj specyficzny udzial na Liscie. Sama wiem, ze
> jest on marginesowy, zbedny (?), ale niestety inaczej nie potrafie. Gdy
> dyskutujecie o polskich realiach, moge sie jedynie przysluchiwac. Na
> temat picia Twojej herbatki nie mam nic ale to nic do powiedzenia.
> "Wirtualna psychoterapie" uwazam za rzecz bezskuteczna, a nawet
> niebezpieczna. Oto kilka slow na ten temat, moze posluza jako wyjasnienie.

Twoj udzial na Grupie nie jest zbedny, czy marginalny [wg Tyczynskiego],
tylko Ty sama chcesz go takim widziec. Przyswieca on Twojej 'wyobcowanej' od
20kilku lat duszy. Wnosisz w Grupe i w siebie ton 'marcowo_kociego patosu'.
A po co? Wolisz byc cieniem? Wolisz byc tym 'nie/rozdziabywanym
drewienkiem'? Snuc sie tutaj... bez wyraxnego ksztaltu. Chcesz byc Ascetka?
No tak to wyglada Madziu... To dolacz do Sw. Franciszka - zmien 'Ojczyne' na
srodkowe Wlochy (czy jakos) i juz.
Potrafisz, potrafisz - tylko trzeba troche wiary i checi (Tobie wygodniej
snuc sie tutaj jak ta 'pedagogiczna mgla'... - a moze w ten sposob budujesz
swoj 'tajemniczy image', cio? ;) )
A czemu nie chcesz pogadac o mojej herbatce? Przeciez to artentynski (chyba)
wynalazek?
Wiesz co? Przestan narzekac i dolacz do Grupy!!!!!!  (w kazdym razie ja
czekam - a ja jestem cierpliwy... :))
> Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie,
>     Ktos  poruszyl fajny, lecz i bardzo wazny temat: czy  mozna
> udzielac  rad, czy mozna komus pomoc przez Internet?  Bo  niby,
> dlaczego  nie?  Sa  kaciki  porad  niemal  w  kazdym  pismidle,
> dlaczego wiec takze nie pomagac, nie radzic poprzez Siec?

Z tego co wiem, zalozeniem Grupy jest, ze tutaj sie nie pomaga.
(wyczytalem to chyba tutaj: http://www.psphome.htc.net.pl)
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->     Moze  opowiadalam  juz o tym, jak to  kiedys  wdepnelam  na
> Liste,  niby w charakterze podobna do naszej "Psychologii",  co
> mnie zreszta do niej przyciagnelo, ale gdzie bylo zupelnie, ale
> to   zupelnie  inaczej.  Tam,  jak  najdalej  idace  psychiczne
> "wybebeszanie"  sie (w deche slowo) bylo nie  tylko  zalozeniem
> administratora, ale i formalnie traktowanym wymogiem.  Kto  sie
> na  przyklad  przez  piec  tygodni nie  "wybebeszyl",  tego  za
> milczaca gebe i fora ze dwora, a jak?!
>     Nie  musze  Wam  mowic, jaka tam "balange" zrobilam,  ostro
> krytykujac administratora - samozwanczego "wszechmocnego guru",
> zmuszajacego  uczestnikow  do  obnazania  sie,  daleko   idacej
> szczerosci, najintymniejszych zwierzen, by mogly one stanac  na
> forum  i byc "analizowane" przez pretensjonalnych ignorantow  w
> zakresie psychologii czy psychiatrii. Nie wiem, czy byli  tacy,
> ktorzy  chcac  zostac na Liscie, zmusili sie  do  "aktywnosci",
> wiec  osobistych  zwierzen. Wedlug mnie  takie  podejscie  jest
> wprost  skandaliczne. Szczerosc moze byc jedynie - musi byc!  -
> czyjas naturalna, spontaniczna potrzeba.

No, ja nie mam watpliwosci co do Twojego 'charakteru' i dalej uwypuklam to,
ze jako 'normalnie' funkcjonujaca Grupowiczka bylabys tutaj b. cenna. Ale do
tego trzeba wyjsc z ukrycia i odpowiadac na posty (pod odpowiednimi postami
:).
UCIEKLAS Z KRAJU - NIE UCIEKAJ Z GRUPY!!!  (takie ludziki jak Tyczynskie
moga sie z Toba dogadac :)
>     Wlasnie tak jest na Psychologii i miedzy innymi za  to  tak
> cenie  i  lubie te Liste. Juz tu na ten temat rozprawialismy  -
> ZADNEJ  PSYCHOTERAPII NA ODLEGLOSC PRZEPROWADZIC  SIE  NIE  DA!
> Przepraszam,  ze krzycze, ale chce byc uslyszana, gdyz  zgadzam
> sie  jak najbardziej w tej kwestii z opinia ostrzegajacych,  ze
> "pomagajac"  komus  z  realnym,  powaznym  problemem,   jedynie
> wirtualnie,  nie  znajac ni etiologii, ni zlozonego  kontekstu,
> mozna niezle namieszac i tylko pogorszyc sprawe.

Ale My (przepraszam, ze wypowiadam sie za cala Grupe) tutaj nie pomagamy
(lub marginalnie...), raczej przedstawiamy swoje poglady na temat
czegos/kogos. Mysle, ze dzieki Grupie mozna poznac ciekawe zdanie innych i
(czego sam doswiadczam) Zaprzyjaxnic sie z kims.
>     Natomiast   mozemy   jak  najbardziej   radzic,   wymieniac
> doswiadczenia,  podsuwac  pomysly,  podniesc  na  duchu   osobe
> spontanicznie  prezentujaca tu nam  wszystkim  swoj  problem...

O wlasnie!!
>     Ale  ja  czniam takich dupkow (jak to jednak brzydkie,  ale
> wymowne  slowka  wchodza  latwo do  glowy?),  ktorzy  sami  nie
> cierpieli,  wiec  nie  potrafia, co tam,  nie  chca  sluchac  o
> cierpieniach  innych. Zycie ma byc ladne, latwe,  wesolutkie  i
> przyjemne. Ale nie jest! Przynajmniej nie dla wszystkich.  Wiec
> jesli   przychodzi  mi  sie  publicznie  "obnazac",  robie   to
> calkowicie  swiadomie  i  z przemyslanego  wyboru.  Po  co?  By
> wszystkim   zagubionym   w  swoim  zamknietym   i   samotniczym
> cierpieniu, powiedziec jasno i wyraznie - nie jestes  unikatem,
> przeszlam  przez  to samo, bylo ciezko, ale  sie  wykaraskalam.
> Niczego  nie ma w zyciu za darmo. O wszystko trzeba  powalczyc.
> Chcesz odnalezc wewnetrzna harmonie, psychiczna rownowage,  nie
> skladaj  broni, uwierz, ze wygrana jest mozliwa - jestem  zywym
> przykladem! - zapewniam cie, ze wygrasz. Tak widze swoj  wlasny
> przekaz i role tej Listy.

A 'obnazaj' sie do woli - tylko znajdx w tym jakis ksztalt, okresl 'sama
siebie' w 'elektronicznym ekshibicjonixmie'. No i wyjdx z 'nory'! Co to za
rozmowa z 'duchem', prawda? (zerszta wszystko to juz dzisiaj napisalem -
podkreslam, ze to tylko moje zdanie).
Co do powyzszego cytatu: w kazdym stadzie znajdzie sie 'czarny baran'
(czasem jest to 'Tyczynski', a czasem ktos inny ;))
Ale (wymyslone przez TT): prostakiem nie jest ten kto niczego nie potrafi,
ale ten kto niczego nie chce sie nauczyc...
(tylko jak tutaj prowadzic dyskusje z poranna 'rosa' - przez moment jest a
poxniej ... - czekaj czlowieku do nastepnego ranka, tak?)
Co do cierpien, to poczekaj na moja (tym razem) ksiazke - jak ja
przeczytasz, bedziesz miala 'porownanie'
(nie 'przechwalajmy' sie cierpieniem - troche optymizmu, no i 'luzu' sama to
napisalas!! :)
Czekam na 'Twoja obecnosc'!!
Potrafie byc 'uciazliwy' (to ladniejsza wersja). Widzialas "Goraczke"? (na
pewno widzialas). Jest taki dialog miedzy Al'em Pacino a Robertem De Niro
(ten w knajpie). Wybierz sobie role ;))
... wiecej »





Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-03-13 14:49:38
Online
Registered User

Joined: 2003-03-13 14:49:38
On Thu, 13 Mar 2003 10:59:52 +0100, tycztom wrote:
>Magdalena Nawrocka wrote:
>Madzia! Odpisuj na mojego posta, pod moim postem.
>(wlasnie odpisujesz sama sobie - a moja tresc zapewne wkleilas!)

Dokladnie tak robie. Najpierw Twoja wypowiedz, a pod spodem moja. Nie rozumiem
Twojego zarzutu.
>Nie rozumiem 'ksztaltu' Twojego stanowiska - malo tego, wielokrotnie,
>czytajac Twoja korespondencje, mam wrazenie, ze w ogole nie tam czegos
>takiego jak okreslona 'barwa'. Dla mnie jestes jak 'cien' Grupowicza.
>Snujesz sie to tu, to tam (moze takie jest Twoj zamiar - nie wiem, bo od
>niedawna czytam Grupe, a archiwum, to archiwum - stosuje wylacznie w celach
>edukacyjnych a nie inwigilacyjnych).

Barwy sie zmieniaja zaleznie od doswiadczen. Raz sa ciemne, ponure, innym razem
jasniejsze.
To jestem jak to widmo. Jakie to smutne. Byle jak mi sie zrobilo, ze tak
odbieracie moja obecnosc na Liscie. To tak jakbym nie miala twarzy? Nie chce
tego! Postaram sie brac czynniejszy udzial w Waszych dyskusjach. Zbyt wiele nie
moge obiecac, bo czesto poruszacie sprawy, na ktorych po prostu sie nie znam. Ale
sie poprawie;-) Wszystko, aby nie byc snujacym sie bez celu cieniem. Cieniem,
ktory odstrecza i straszy.:-(
>czekam - a ja jestem cierpliwy... :))

Daj mi troche czasu.
Z pozdrowieniem,
Magda N
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.sci.psychologia






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-03-13 15:20:40
Online
Registered User

Joined: 2003-03-13 15:20:40
Magdalena Nawrocka wrote:
> On Thu, 13 Mar 2003 10:59:52 +0100, tycztom wrote:
>> Magdalena Nawrocka wrote:
>> Madzia! Odpisuj na mojego posta, pod moim postem.
>> (wlasnie odpisujesz sama sobie - a moja tresc zapewne wkleilas!)
> Dokladnie tak robie. Najpierw Twoja wypowiedz, a pod spodem moja. Nie
> rozumiem Twojego zarzutu.

No wlasnie nie :))
Z tego co wyczytalem (skopiowalem z naglowka Twojej wiadomosci) uzywasz
czegos takiego:  "PMMail 2000 Professional For Windows 98" do
czytania/wysylania newsow - zgadza sie?
Ja tego nie uzywam, ale jezeli potwierdzisz, ze to sie zgadza - na pewno
znajdzie sie osoba ktora podpowie co jest nie tak (Twoje problemy z
odpowiadaniem na korespondencje zauwazalne sa.. przeze mnie od ok. miesiaca,
bo tyle czasu czytam te Grupe).
OK, Madzia - Twoja odpowiedx (ta o ktorej mowa) jest co prawda pod moja ale
nie na "poziomie" odpowiedzi na mojego posta - tylko na poziomie odpowiedzi
na Twojego posta.
To dosyc istotna roznica - gdy to zrozumiesz bedzie Tobie sporo latwiej na
Grupie.
Zreszta zeby zobrazowac problem popatrz w archiwum, tzn. tutaj:
http://groups.google.com/groups?hl=pl&lr=&ie=UTF-8&inlang=pl&threadm=...
2183520.JRBJ29131.viefep13-int.chello.at%40jupiter&rnum=1&prev=/groups%3Fhl %
3Dpl%26lr%3D%26ie%3DISO-8859-2%26q%3D%2522moj%2Bbiegun%2522%26meta%3Dgroup% 2
53Dpl.*
(wklep do wszystko do przegladarki - uwzgledniajac .* na koncu ;)
No... Widzisz?
Cos jest nie tak... :))
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->> Nie rozumiem 'ksztaltu' Twojego stanowiska - malo tego, wielokrotnie,
>> czytajac Twoja korespondencje, mam wrazenie, ze w ogole nie tam czegos
>> takiego jak okreslona 'barwa'. Dla mnie jestes jak 'cien' Grupowicza.
>> Snujesz sie to tu, to tam (moze takie jest Twoj zamiar - nie wiem, bo od
>> niedawna czytam Grupe, a archiwum, to archiwum - stosuje wylacznie w
>> celach edukacyjnych a nie inwigilacyjnych).
> Barwy sie zmieniaja zaleznie od doswiadczen. Raz sa ciemne, ponure, innym
> razem jasniejsze.
> To jestem jak to widmo. Jakie to smutne. Byle jak mi sie zrobilo, ze tak
> odbieracie moja obecnosc na Liscie. To tak jakbym nie miala twarzy? Nie
> chce tego! Postaram sie brac czynniejszy udzial w Waszych dyskusjach.
> Zbyt wiele nie moge obiecac, bo czesto poruszacie sprawy, na ktorych po
> prostu sie nie znam. Ale sie poprawie;-) Wszystko, aby nie byc snujacym
> sie bez celu cieniem. Cieniem, ktory odstrecza i straszy.:-(
>> czekam - a ja jestem cierpliwy... :))
> Daj mi troche czasu.
> Z pozdrowieniem,

OK, uwypukle tylko to, ze to byla moja (tylko moja) opinia. Byc moze inni
mysla inaczej.
Czasu masz ile chcesz - ale nie marnuj go - po co?
Bez 2 zdan jestes b. wartosciowa osoba i zamiast snuc sie tutaj bez
wyraxnych ksztaltow zacznij (znowu wypowiem sie za Grupe) z nami ZYC!!!  (w
kazdym razie - my 'tyczynskie' na to liczymy i z utesknieniem czekamy).
Mysle, ze korekta 'technicznych problemow' znacznie poprawi twoje 'grupowe
zamiary' :)
Przesylam bukiet swiezych roz! (polskich :)
--
Pozdrawiam Serdecznie
Tomek Tyczynski
**
"Przy utrzymaniu obecnego tempa wymiany personelu
  pewnego dnia ludzie beda okazami rownie rzadkimi jak ptaki dodo."






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-03-13 15:20:59
Online
Registered User

Joined: 2003-03-13 15:20:59
                KOMU I NA CO POTRZEBNE SA LEKI
    "Ludzie lekaja sie takich, ktorzy nie lekaja sie niczego."
     - Karol Bunsch
    Jedna  madra autorka w madrym psychologicznym (!)  wywodzie
madrze wywodzila, ze taki aspekt zycia, jakim jest lek trzeba z
siebie bezpardonowo, bezzwlocznie i skutecznie wyrugowac,  gdyz
jest  w  ogole, ale to w ogole do niczego niepotrzebny. Moze  i
slusznie?
    Czym  jest  lek  w  odroznieniu  od  strachu?  Niczym   nie
uzasadnionym, irracjonalnym, slepym i gluchym odczuciem,  takim
martwieniem sie na zapas, wyobrazaniem sobie groznej  sytuacji,
ktora   jeszcze  nie  wystapila  i  moze  wcale  nie  wystapic.
Niepokojaca, upieprzajaca zycie mrzonka, nic wiecej.
    Destruktywna  mrzonka. Ze zlego snu, niejasnego  przeczucia
szybko  potrafi zmienic sie w prawdziwy koszmar.  Wskutek  leku
nie   potrafimy   docenic  tego,  co  mamy,  paralizuje   nasze
dzialania,  jest cholernie dokuczliwym, bolesnym doswiadczeniem
-  Zerwac  z  nim! - zakrzyknela wladczo madra pani  psycholog.
Taka to sobie moze krzyczec. Ja tam kule uszy po sobie.
    Nie  bylaby, oj, nie bylaby zadowolona ze mnie  madra  pani
psycholog. Nie tylko, ze nie jestem w stanie przeciwstawiac sie
moim  jakze przykrym, wszechwladajacym, wewnetrznym  lekom,  to
jeszcze  sama  sobie  w pocie czola takowe pracowicie,  celowo,
planowo i solidnie dobudowywuje. Masochizm taki? Ano wlasnie.
    Z  natury jestem z tych niepokojacych sie na zapas - a  nuz
cos sie wydarzy?! Do pewnego okresu w moim zyciu lek ten jednak
przejawial sie w miare normalnie, potrafilam go strawic, mialam
nad  nim  kontrole.  Troche  sie  polekalam  i  po  krzyku.  Az
przyszedl   moment,   ze   zycie   dwukrotnie   kopnelo    mnie
bezwzglednie,  nieodwracalnie,  ostatecznie,  a  stalo  sie  to
wlasnie  wtedy, gdy troche "zluzowalam", odprezylam napiete  na
maksa nerwy, gdy dalam sie poniesc nadziei na lepsze jutro.
    Gdy  w  dziewiatym  miesiacu ciazy, w ciazy  z  braciszkiem
piecioletniego   wtedy  Michalka,  podjelam  jakze   trudna   i
ryzykowna decyzje wyemigrowania z kraju, myslalam sobie - warto
chociazby  po  to,  by  urodzic bezpiecznie  (!),  szczesliwie.
Medycyna  francuska podobno najlepsza na swiecie, a w  kraju  w
drugiej  polowie  81  roku - kazdy wie - niewyobrazalny  chaos,
bida  z  nedza i poniewierka. W szpitalach takze, jak  jeszcze.
Waty nawet nie maja! Jak tam rodzic?! Uciekac!
    I  tak  to  znalazlam sie pod opieka francuskich lekarzy  w
jednym  z najbardziej renomowanych paryskich szpitali. Rutynowe
kontrole  - gadka-szmatka, zgloszenie sie na porodowke  wraz  z
pierwszymi       alarmujacymi      objawami      (krwawienie!),
zbagatelizowanie  jednoznacznych  symptomow  odrywajacego   sie
lozyska  przez  renomowanych francuskich  lekarzy,  katastrofa,
brutalny krwotok, panika, cesarskie ciecie, reanimacja  dziecka
bez szans. Wypadek! A niech ich szlag!
    O  Adama,  mojego mlodszego o piec lat brata martwilam  sie
zawsze.  Byl  tak  zwanym  trudnym dzieckiem,  potem  "trudnym"
nastolatkiem, a wybral tez sobie trudna doroslosc, emigrujac za
nami  do ukochanej przez Niego Francji. Szczegolnie tutaj bylam
dla  Niego troche jak matka, taka matka-kwoka bardziej -  wciaz
niespokojna, wyobrazajaca sobie zawsze najgorsze,  zyjaca  jego
problemami.
    Az  wreszcie  Adas  jakos wydzwignal sie z  dolka.  Znalazl
dobra  prace, zdobyl mieszkanie, ktore pieknie urzadzil,  gadal
jak  rodowity  Paryzanin,  to dali Mu francuskie  obywatelstwo,
poznal  nawet narzeczona z Polski, Ania miala na imie,  cudowna
dziewczyna.  Pomyslalam sobie: wreszcie sie wyluzuje,  przekaze
"paleczke troskliwosci" przyszlej zonie Adasia, moge juz byc  o
Niego spokojna, nie bedzie juz taki samotny, beda zyli dlugo  i
szczesliwie...  Ania przyjechala w niedziele,  a  Adam  wskutek
gwaltownego, brutalnego zawalu zmarl w srode.
    Od  tamtej  pory wiem, ze moim chorobliwym lekom  nie  moge
popuscic  cugli.  Niech trwaja! Boje sie  na  zapas,  wyobrazam
sobie  najgorsze,  cierpie nieprawdopodobne  katusze.  Wiara  w
magiczne myslenie - moze dzieki temu okupie zly los, zwiode  go
i nic zlego w mym zyciu wiecej sie nie zdarzy?...
Magdalena Nawrocka
www.geocities.com/magdanawrocka
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.sci.psychologia






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-03-19 09:33:04
Online
Registered User

Joined: 2003-03-19 09:33:04
                KOMU I NA CO POTRZEBNE SA LEKI
    "Ludzie lekaja sie takich, ktorzy nie lekaja sie niczego."
     - Karol Bunsch
    Jedna  madra autorka w madrym psychologicznym (!)  wywodzie
madrze wywodzila, ze taki aspekt zycia, jakim jest lek trzeba z
siebie bezpardonowo, bezzwlocznie i skutecznie wyrugowac,  gdyz
jest  w  ogole, ale to w ogole do niczego niepotrzebny. Moze  i
slusznie?
    Czym  jest  lek  w  odroznieniu  od  strachu?  Niczym   nie
uzasadnionym, irracjonalnym, slepym i gluchym odczuciem,  takim
martwieniem sie na zapas, wyobrazaniem sobie groxnej  sytuacji,
ktora   jeszcze  nie  wystapila  i  moze  wcale  nie  wystapic.
Niepokojaca, upieprzajaca zycie mrzonka, nic wiecej.
    Destruktywna  mrzonka. Ze zlego snu, niejasnego  przeczucia
szybko  potrafi zmienic sie w prawdziwy koszmar.  Wskutek  leku
nie   potrafimy   docenic  tego,  co  mamy,  paralizuje   nasze
dzialania,  jest cholernie dokuczliwym, bolesnym doswiadczeniem
-  Zerwac  z  nim! - zakrzyknela wladczo madra pani  psycholog.
Taka to sobie moze krzyczec. Ja tam kule uszy po sobie.
    Nie  bylaby, oj, nie bylaby zadowolona ze mnie  madra  pani
psycholog. Nie tylko, ze nie jestem w stanie przeciwstawiac sie
moim  jakze przykrym, wszechwladajacym, wewnetrznym  lekom,  to
jeszcze  sama  sobie  w pocie czola takowe pracowicie,  celowo,
planowo i solidnie dobudowywuje. Masochizm taki? Ano wlasnie.
    Z  natury jestem z tych niepokojacych sie na zapas - a  nuz
cos sie wydarzy?! Do pewnego okresu w moim zyciu lek ten jednak
przejawial sie w miare normalnie, potrafilam go strawic, mialam
nad  nim  kontrole.  Troche  sie  polekalam  i  po  krzyku.  Az
przyszedl   moment,   ze   zycie   dwukrotnie   kopnelo    mnie
bezwzglednie,  nieodwracalnie,  ostatecznie,  a  stalo  sie  to
wlasnie  wtedy, gdy troche "zluzowalam", odprezylam napiete  na
maksa nerwy, gdy dalam sie poniesc nadziei na lepsze jutro.
    Gdy  w  dziewiatym  miesiacu ciazy, w ciazy  z  braciszkiem
piecioletniego   wtedy  Michalka,  podjelam  jakze   trudna   i
ryzykowna decyzje wyemigrowania z kraju, myslalam sobie - warto
chociazby  po  to,  by  urodzic bezpiecznie  (!),  szczesliwie.
Medycyna  francuska podobno najlepsza na swiecie, a w  kraju  w
drugiej  polowie  81  roku - kazdy wie - niewyobrazalny  chaos,
bida  z  nedza i poniewierka. W szpitalach takze, jak  jeszcze.
Waty nawet nie maja! Jak tam rodzic?! Uciekac!
    I  tak  to  znalazlam sie pod opieka francuskich lekarzy  w
jednym  z najbardziej renomowanych paryskich szpitali. Rutynowe
kontrole  - gadka-szmatka, zgloszenie sie na porodowke  wraz  z
pierwszymi       alarmujacymi      objawami      (krwawienie!),
zbagatelizowanie  jednoznacznych  symptomow  odrywajacego   sie
lozyska  przez  renomowanych francuskich  lekarzy,  katastrofa,
brutalny krwotok, panika, cesarskie ciecie, reanimacja  dziecka
bez szans. Wypadek! A niech ich szlag!
    O  Adama,  mojego mlodszego o piec lat brata martwilam  sie
zawsze.  Byl  tak  zwanym  trudnym dzieckiem,  potem  "trudnym"
nastolatkiem, a wybral tez sobie trudna doroslosc, emigrujac za
nami  do ukochanej przez Niego Francji. Szczegolnie tutaj bylam
dla  Niego troche jak matka, taka matka-kwoka bardziej -  wciaz
niespokojna, wyobrazajaca sobie zawsze najgorsze,  zyjaca  jego
problemami.
    Az  wreszcie  Adas  jakos wydxwignal sie z  dolka.  Znalazl
dobra  prace, zdobyl mieszkanie, ktore pieknie urzadzil,  gadal
jak  rodowity  Paryzanin,  to dali Mu francuskie  obywatelstwo,
poznal  nawet narzeczona z Polski, Ania miala na imie,  cudowna
dziewczyna.  Pomyslalam sobie: wreszcie sie wyluzuje,  przekaze
"paleczke troskliwosci" przyszlej zonie Adasia, moge juz byc  o
Niego spokojna, nie bedzie juz taki samotny, beda zyli dlugo  i
szczesliwie...  Ania przyjechala w niedziele,  a  Adam  wskutek
gwaltownego, brutalnego zawalu zmarl w srode.
    Od  tamtej  pory wiem, ze moim chorobliwym lekom  nie  moge
popuscic  cugli.  Niech trwaja! Boje sie  na  zapas,  wyobrazam
sobie  najgorsze,  cierpie nieprawdopodobne  katusze.  Wiara  w
magiczne myslenie - moze dzieki temu okupie zly los, zwiode  go
i nic zlego w mym zyciu wiecej sie nie zdarzy?...
Magdalena Nawrocka
www.geocities.com/magdanawrocka
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.sci.psychologia






Top
 Profile
 
Post new topic Reply to topic  [ 8 posts ] 




 Topics   Author   Replies   Views   Last post 
No new posts Wymiar ogolny u Schopenhauera ! bylo: Re: Czy potrzebna mi pomoc?

Jerzy Turynski

0

0

2010-01-31 19:13:55


Who is online

Users browsing this forum: marvelle,Eva,Marcin Ciesielski,T,Artur, prezenty and 6 guests


New posts New posts    No new posts No new posts    Announce Announcement
New posts [ Popular ] New posts [ Popular ]    No new posts [ Popular ] No new posts [ Popular ]    Sticky pozycjonowanie
New posts [ Locked ] New posts [ Locked ]    No new posts [ Locked ] No new posts [ Locked ]    Moved topic Moved topic
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group - Pozycjonowanie