Mon, 6 Jan 2003 18:59:06 +0100 user Marsel napisal(a) newsa a ja na to:
> w realu trudno jest bowiem dyskutowac, czy nawet podpytywac autorytet w
> jego majestacie.. a jest to najczesciej jedyne dostepne zrodlo
> informacji
racja. tutaj mozna otwarcie zapytac o najdziwniejsze we wlasnym
mniemaniu dziwactwa-mozna to zrobic w miare anonimowo- stad pewnie tak
duza ilosc pytan o rozne zwyczajne w moim odczcuiu zeczy (np "co mam
myslec o dziewczynie, ktora.." albo: "Kiedy powiedziec kocham", zeby
wspomniec tylko niektore)
w majestacie, napisales... hmm.. przypomnialy mi sie wypowiedzi
pacjentow: "pani to sie nie boje zapytac.. pani jest taka "swoja
dziewczyna". Wiele razy zastanawialam sie nad moim stylem bycia w pracy,
sposobem ubierania sie (chodze "w cywilu" i bynajmniej nie w
kostiumikach, jedyda oznaka mojego bycia osoba z personelu jest malenki
identyfikator. no i klucze ;)). Przeczytalam kiedys w fachowej
"Psychiatrii polskiej" o wynikach badan dot. wplywu sposobu ubierania
sie lekarza-psychiatry na to, jak jest odbierany przez pacjenta. Wyszlo,
ze ja z moim wzbudzam w pacjencie najnizsze z uzyskanych poczucie
kompetencji i autorytetu, za to najwyzsze przystepnosci i wysokie
przyjaznosci pacjentowi. Pomyslalam sobie, ze to chyba niezbyt fajnie,
bo przeciez lekarz powinien wzbudzac zaufanie itd... Ale z drugiej
strony przywdzianie fartucha i- co gorsze dla mnie- zrezygnowanie z
naturalnego stylu bycia (np. wyglupam sie z pacjentami, spiewam z nimi
piosenki, rozmawiam o najrozniejszych sprawach) byloby dla mnie tortura.
Moze dlatego pacjenci maja odwage zapytac mnie o wiele rzeczy, bo nie
odstraszam ich powaga wygladu? (oczywiscie, doswiadczylam tez kilku z
jednej strony zabawnych a z drugiej trudnych ze wzgledu na odmowe
nawiazania konatktu sytuacji pt:"Pani nie wyglada na lekarza. Nie bede z
pania rozmawiac"
Jak to jest z "wygladaniem na lekarza"? hmm...?
> hm.. szczerze powiem ze nie wydaje mi sie.. zeby takiego podejscia
> mozna bylo sie nauczyc z dyskusji..
dyskusja przynajmniej moze otworzyc oczy na sprawy ktorych nie widze zza
biurka.
>ktos,
> kto sie nad tym nie zastanawia nie bedzie zaiteresowany w tego typu
> dialogach i rozwazaniach.
no tak, ale on nie podejmnie dyskusji.
> i tysiace innych - jak chocby to ze z chorymi dyskutowanie bywa
> trudnawe,
bywa. wymaga dostosowania sie do jego sposobu rozumowania, takze poziomu
umyslowego, poziomu wyksztalcenia, wymaga cierpliwosci... A w rozmowach
z chorymi psychicznie jeszcze trudniejsze jest zrozumiemie (niestety,
wielu psychiatrow czy psychologow, ze o personelu srednim nie wspomne,
bo az strach,...pracujacych z takimi chorymi nie zdaje sobie sprawy, ze
ci ludzie sa chorzy tak a nie inaczej i czesc ich zachowania/sposobu
rozumowania a szczegolnie brak poczucia choroby (ja- mam brac tabletki?
po co? przeciez jestem zdrowy! no tak, jesli czuje sie zdrowy, to po co
ma brac tabletki..) wynika wlasnie z choroby a nie z uporu, wrodzonej
tepoty czy zlosliwosci. ech...
> A najbardziej oczywista przeszkoda jest.. brak czasu.
niestety, tak. ja tez ostatnio mam taki nawal zajec w pracy, ze juz nie
mam tyle czasu na pogawedki z pacjentami (owe pogawedki sa takze po to,
by ocenic postepy leczenia: gadamy sobie o wiosnie i ulubionych
potrawach, a ja i tak "swoje wiem" ;)
> wlasnie - jak znajdujecie czas? jesli bowiem chce sie zapisac na platne
> 'rozmowki' to musze czekac...
coz.. przeczytalam ostatnio w "Polityce", ze wzieci
fryzjerzy stosuja
"zasade niedostepnosci"- po to zeby sobie klient nie pomyslal, ze tak
latwo mozna sie tu dostac.
ale tak calkie m serio: podobno w samej wielkoposce brakuje ok 200
psychiatrow, nawet gdyby podzielic te liczbe przez 2, to widac ogrom
pracy, jaki czeka tych, ktory wykonuja ten zawod.
ja mam troche komfortu ze wzgledu na specyfike pracy, ale nie chce o tym
tutaj pisac.
pozdrawiam
mema